Wrocław – plan zwiedzania, długi weekend majowy, we dwoje

Tegoroczny weekend majowy zapowiada się naprawdę świetnie. Można, przy odrobinie dobrego humoru szefa, wypoczywać bez przerwy aż 9 dni. Morze, góry, Mazury? City break! Pardon – w Polsce mówi się wycieczka do miasta? Jeśli pogoda nie dopisze, to przynajmniej jest co robić: muzea, galerie, kina, zabytkowe kościoły, koncerty, wystawy… Tylko trzeba wcześniej sprawdzić czy otwarte w święta. Jakiś czas temu, podczas Majówki, zwiedziliśmy więc Wrocław. Czym nas zaskoczył najbardziej? Oczywiście… cenami! Wrocław – EUROpejska Stolicy Kultury. Ale tak poza tym, pięknie, ciekawie i nie żałujemy ani centa tej wizyty. Co udało nam się zobaczyć w 4 dni? Plan zwiedzania Wrocławia obejmował, jak zwykle zresztą, dużo spacerów, bo lubimy kiedy miasto nas zaskakuje uroczymi uliczkami i zadbanymi skwerami. Zwiedzamy niespiesznie, podziwiamy architekturę i skanujemy wzrokiem tablice kredowe z nadzieją, że nasze oczy dostrzegą dwa niezwykle rzadko spotykane tam słowa – bez glutenu.

Wrocław Rynek

Bezglutenowe miejscówki

Sorrir – świetna lokalizacja przy jednej z uliczek prowadzących do Rynku. Dostępne różne miski typu acai bowl, fit koktajle oraz ciasta. Smoothie Spirulina & Chlorella smakowało rewelacyjnie.

Freshpoint w C.H. Pasaż Grunwaldzki – po drugiej stronie Odry (2,5 km od Rynku).

Bar-Restauracja Manufaktura Bezglutenowa – centrum, ale 1,5 km od Rynku.

Restauracja Patio – lokalizacja rewelacyjna. W menu dużo dań bezglutenowych i co równie ważne – są odpowiednio oznaczone. Można zarezerwować pokój w Hotelu Patio i zamówić śniadanie bezglutenowe (certyfikowane).

Bar Obiadomek – prawie 5 km od Rynku. Lepiej zadzwonić wcześniej i dopytać, bo niestety na Facebook’u informacji o daniach bezglutenowych brak.

Restauracja La Maddalena – blisko Rynku (nad Fosą Miejską). Menu na stronie mają, ale nie ma oznaczeń przy daniach, więc nie wiadomo, które są bezglutenowe.

Fajne apartamenty we Wrocławiu

Wrocław – plan zwiedzania –  Dzień 1

Po przyjeździe do Wrocławia, ruszyliśmy na Rynek. Oczywiście żaden, nawet najpiękniejszy rynek, nie zdobędzie już mojego serca, bo całe miejsce zajęte przez ten krakowski, ale wrocławskim również można się zachwycić. Kolorowe kamienice robią wrażenie, ale podziwiając renesansowe gzymsy, nie potknij się czasem o sympatycznego krasnala. Może Rynek we Wrocławiu nie taki piękny jak ten w Krakowie, ale pomysł z krasnalami świetny! Czy masz 5 lat, czy 60 – zdjęcie z krasnalem musi być. Można nawet pospacerować szlakiem krasnali (są aplikacje i mapki).

Dzień 2

Piękny Ostrów Tumski. Oczywiście piechotą i koniecznie przez Most Tumski. Niestety wstaliśmy za późno (choć jak na długi weekend majowy to i tak wcześnie), bo na moście już całkiem spory tłum. Z fajnego zdjęcia nici, więc przecisnęliśmy się przez selfie sticki i potem już na spokojnie pospacerowaliśmy po tej najstarszej części Wrocławia. Skusiliśmy się też na wejście do znajdującego się w obrębie Ostrowa Tumskiego Ogrodu Botanicznego. Pełen rozkwit roślinności miał dopiero nastąpić, więc możemy się tylko domyślać, że ogród najpiękniej wygląda końcem maja/początkiem czerwca.

Zwiedzanie Wrocławia – Dzień 3

Na przedostatni dzień pobytu zaplanowaliśmy wizytę we wrocławskim ogrodzie zoologicznym. Raczej nie chodzimy do zoo, ale uznaliśmy, że jedyne w Polsce Afrykarium chcemy zobaczyć. I jeśli już tam będziemy, to zoo również pozwiedzamy. Cóż można powiedzieć, inwestycja na EUROpejskim poziomie, tak samo jak ceny biletów, ale tzw. obsługa, czyli jak to zrobić mądrze i praktycznie, już niestety nie. Najpierw kolejka po bilety (ok, mogłam kupić przez Internet), a potem kilometrowa kolejka do samego Afrykarium. Był początek maja, akurat nie padało, jesteśmy zdrowi – możemy poczekać. Zapłaciliśmy, więc co innego nam pozostało. Ale czy naprawdę nie można tego inaczej rozwiązać? Co jeśli akurat jest ulewa? Albo upał? Co z osobami, którym zdrowie nie pozwala stać tak długo w jednym miejscu? Kiedy później z ciekawości zerknęłam na opinie o Afrykarium w Google, poczułam jednak ulgę. Ludzie piszą o 4-godzinnej(!) kolejce. My na szczęście tak długo nie musieliśmy czekać, choć w weekend majowy można by się tego spodziewać.

Ale nie ta kolejka była najgorsza. Kiedy już wreszcie dostaniesz się do słynnego Afrykarium – nie ma żadnej przyjemności ze zwiedzania. W środku jest tak dużo ludzi, że o normalnie przebiegającej wizycie można pomarzyć. Zawsze znajdą się tacy, dla których przepychanie się to nic takiego, ale jeśli chcesz się zachować kulturalnie, to po prostu mało zobaczysz albo znowu kolejka: tym razem do płaszczki lub hipopotama. Po wizycie w Afrykarium pospacerowaliśmy jeszcze chwilę po zoo, ale smutnie wyglądający niedźwiedź i pogorszenie pogody, sprawiło, że wróciliśmy tramwajem do centrum.

Dzień 4 – zielone w mieście

Wrocław Park Szczytnicki

Uwielbiamy parki i ogrody miejskie, więc koniecznie chcieliśmy jeszcze zobaczyć Ogród Japoński. Ogród Japoński znajduje się w tej samej okolicy co ZOO Wrocław i Afrykarium, więc zwiedzanie obu miejsc można połączyć i „odhaczyć” w jeden dzień. (Chyba, że kolejka do rekina się przedłuży.) 😉 A dosłownie rzut beretem jeszcze słynna Pergola, Hala Stulecia i Wrocławska Fontanna. Jest tam co robić, jeśli pogoda dopisuje.

Wstęp do Ogrodu Japońskiego jest płatny a sam ogród malutki. Owszem, uroczy i wprost stworzony na romantyczne randki, ale mimo wszystko byłam trochę rozczarowana.

Po wyjściu z ogrodu poszliśmy zobaczyć Pergolę i Halę Stulecia, ale tutaj również obyło się bez zachwytów. Wszystko pewnie wygląda tam dużo lepiej, kiedy wiosna w pełni.

Za to Park Szczytnicki, który praktycznie przylega do Ogrodu Japońskiego zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Niby zwykły park, ale wystarczy parę kroków, żeby poczuć się jak za miastem. Jeśli tłumy w Afrykarium Cię przytłoczą, ukojenie znajdziesz w położonym ok. 700 m dalej cichym i spokojnym Parku Szczytnickim.

I takim miłym, zielonym akcentem pożegnał nas Wrocław. Plan zwiedzania zrealizowany prawie w 100%. Niestety jak na weekend majowy było jeszcze dość chłodno. Miejsca, których nie udało się zobaczyć to m.in. mostek pokutnic (między wieżami kościoła Marii Magdaleny) i wieża widokowa Archikatedry św. Jana Chrzciciela (czynna od czerwca). Nie załapaliśmy się też na pokaz fontanny multimedialnej.