Jak wybrać dobry suplement diety?

Nie jestem fanką suplementów diety, chociaż jakiś czas temu kupowałam ich całkiem sporo. Suplementy diety w większości przypadków to wyizolowane substancje, które oprócz działania korzystnego, mogą również bardzo zaszkodzić. Jednak po lekturze Wylecz się Sam A.W. Saula wiem też, że suplementacją można wiele zdziałać. Nawet tak dobrzy dietetycy, jak np. Iwona Wierzbicka, otwarcie przyznają, że bez suplementów w dzisiejszych czasach trudno wyprowadzić pacjenta na prostą.

Artykuł powstał na podstawie mojego osobistego doświadczenia z różnymi suplementami diety. Nie jestem lekarzem ani dietetykiem. Przed zakupem jakiegokolwiek preparatu skonsultuj się z lekarzem, dietetykiem lub farmaceutą.

Suplementy mają obecnie złą sławę. W dużej mierze przez firmy, które stosując niesamowicie sugestywne marketingowe triki, sprzedają słabej jakości produkty w oburzająco wysokich cenach. Głośno było też jakiś czas temu o wynikach kontroli przeprowadzonej przez NIK, które pokazały wiele nieprawidłowości. I to zarówno jeśli chodzi o skład suplementów jak i sposób ich reklamowania. Nie oznacza to jednak, że na rynku nie ma świetnych produktów. Jak najbardziej są! Jednak, żeby wybrać coś odpowiedniego dla siebie, trzeba najpierw włożyć trochę wysiłku (intelektualnego!) 😉 w tzn. research. I osobiście nie polecam aptek stacjonarnych, ponieważ większość z nich nie ma w sprzedaży suplementów naprawdę dobrych firm. I niestety większość farmaceutów sprzeda Ci dwutlenek tytanu bez mrugnięcia okiem.

Jak wybrać dobry suplement diety? Zadaj sobie kilka pytań.

1. Czy suplement jest mi naprawdę potrzebny?

Większość niedoborów witamin i minerałów można uzupełnić jedząc dobrej jakości jedzenie. I w przypadku zdrowych ludzi pierwszym krokiem w zakupie suplementu powinna być po prostu… wycieczka w poszukiwaniu dobrej jakości świeżych produktów. Najlepiej lokalnych i od zaufanych osób. Nic nie zastąpi prawdziwego jedzenia, które dostarcza wszystkiego, czego potrzebujemy w idealnych, synergicznych proporcjach. Jeśli jednak z jakiegoś powodu chcesz kupić suplement, sprawdź czego Twój organizm potrzebuje. Bezpłatnie można to zrobić opierając się na aplikacji Cronometer (jak z niej korzystać pisałam tutaj). Nie jest pozbawiona wad, ale coś można z niej „wyciągnąć”. Możesz również zrobić szereg badań laboratoryjnych. Niektóre z nich są lepsze, inne gorsze, większość ma swoją nierefundowaną cenę. 😉 Dlatego warto spytać dietetyka klinicznego, które mają sens. Lub najpierw poczytać, które są wiarygodne i pokażą rzeczywisty stan odżywienia organizmu. Jest również możliwość wykonania pierwiastkowej analizy włosa, która pokaże nie tylko relacje między pierwiastkami, których nasze ciało potrzebuje, ale również poziom zatrucia przez metale ciężkie.

2. Jakiej formy i dawki potrzebuję?

Jeśli już wiesz jaką substancję chcesz suplementować, musisz doczytać jaka forma i jaka dawka zapewni Ci najlepsze rezultaty. Na przykład, jeśli chcesz zażywać magnez, sprawdź czy lepiej będzie jeśli kupisz cytrynian, jabłczan, L-treonian magnezu czy może jeszcze coś innego. Koleżanka poszła do apteki po magnez i zapytała, który polecają. Dostała preparat ze słabo wchłanialnym tlenkiem magnezu, a dawka w jednej tabletce była tak niska, że musiałaby dziennie jeść ich ok. 10, żeby poczuć jakąkolwiek różnicę w samopoczuciu. Zatem zanim coś kupisz, musisz dokładnie wiedzieć, na co zwracać uwagę i czego tak naprawdę szukać.

Jeśli chodzi o dawki, są różne podejścia. Andrew W. Saul generalnie stawia na dość wysokie (zresztą jego książka ma je w tytule). Chris Masterjohn z kolei podkreśla, że duże dawki pojedynczych substancji zwiększają zapotrzebowanie również na pozostałe witaminy i minerały. Podkreśla, że lepiej trzymać się tych niższych rekomendowanych dawek, a mega dawki stosować tylko w sytuacjach, które tego naprawdę wymagają.

3. Czy naprawdę powinnam ufać suplementom z reklamy w telewizji?

Od czasu do czasu (kiedy mam natchnienie) sprawdzam składy suplementów reklamowanych w telewizji i niestety praktycznie nie ma takich reklam, które nie byłyby przekłamane. Wiem, że to banał, ale wielu ludzi ciągle nie zdaje sobie z tego sprawy, więc muszę to napisać. Reklama to nie jest przedstawienie rzeczywistych zalet danego produktu. To jest film, który ma wpłynąć na Twoją podświadomość, tak abyś przy następnej wizycie w aptece wybrał ten preparat, który już znasz z reklam. To dlatego nazwa produktu w zaledwie 30-sekundowej reklamie jest powtórzona ze sto razy. Aż uszy bolą od takiej polszczyzny. Nazwa ma ci się wyryć w głowie DUŻYMI LITERAMI i potem z łatwością przypomnieć przy kasie w aptece. Niektóre reklamy suplementów stosują takie tanie i żałosne triki marketingowe, że aż wybuchaliśmy śmiechem (kiedy jeszcze telewizor był w domu – dzisiaj już nękają nas tylko reklamy online). 😉 Jedno trzeba im przyznać: działają niesamowicie na ludzi, którzy wszystko co pokazują w telewizji traktują jako fakt. Dlatego, żeby nie da się oszukać, lepiej nie kupować suplementów, które są natarczywie reklamowe w telewizji.

4. Co to za dziwna strona? Chyba zabłądziłam w Internecie.

Człowiek sobie serfuje po Internecie, aż tu nagle bach! Pojawia się rysunek, zdjęcie lub link z hasłem, któremu nie sposób się oprzeć. Po prostu czujesz, że musisz w to kliknąć. I już Cię mają, bo oto właśnie znalazłeś się na stronie, która od pierwszego do ostatniego zdania została skonstruowana tak, żeby użytkownik zrobił jedną rzecz: kliknął przycisk Kup Teraz.

Po czym poznać takie strony?

Po pierwsze, czyta się je jak dobry kryminał lub powieść. Po prostu nie możesz się oderwać.

Po drugie, to co czytasz wywołuje w Tobie intensywne emocje, np. nagłego lęku (bo toksyny, bo pasożyty, bo na pewno ja też mam tę ukrytą chorobę) lub ekscytacji (Ale niesamowity produkt! Muszę go kupić dla mamy. Ona też ma te ciągłe bóle głowy jak ten pan, o którym tu piszą!).

Po trzecie, fałszywe recenzje produktu. Nie należy wierzyć w żadne recenzje czy opinie zamieszczane na takich stronach. Są one wymyślane przez copywriterów (osoby odpowiedzialne za teksty na stronie), a zdjęcia kupowane albo w bankach zdjęć albo od prywatnych osób, które nigdy tego produktu nie stosowały.

Jeśli trafisz na stronę, która tak Cię wciągnęła, że już logujesz się na swoje konto internetowe lub czujesz, że musisz to coś kupić teraz od razu, wstrzymaj się na chwilę. Po prostu poszukaj na stronie składu tego cudownego produktu. Jeśli nie możesz go znaleźć, od razu wyjdź ze strony i już na nią nie wracaj. Producent, który ukrywa skład produktu albo celowo zamieszcza go w taki sposób, żeby trudno było go odnaleźć, nie zasługuj na Twoje zaufanie ani ciężko zarobione pieniądze.

Jeśli udało ci się znaleźć skład bez większego problemu, zanotuj go sobie i sprawdź w Internecie:

  • co oznaczają poszczególne nazwy i składniki
  • w jakiej cenie sprzedają tę substancję na innych stronach
  • co dana substancja rzeczywiście może zrobić dla Twojego zdrowia

 

Dzisiaj większość produktów można kupić w różnych miejscach: w sklepach ze zdrową żywnością, na Allegro, w aptekach internetowych. Nigdy nie wierz w to, że jakiś suplement dostępny jest tylko na tej konkretnej stronie i nigdzie indziej. Po prostu porównuj i sprawdzaj. I nigdy nie kupuj suplementu pod wpływem nagłych emocji, które wywołała w Tobie taka sprytna strona.

5. Co to za firma?

Ponieważ Polacy kupują coraz więcej suplementów, pojawiło się na rynku mnóstwo nowych firm oraz marek i wciąż jak grzyby po deszczu wyrastają nowe.

Być może część z nich to bardzo dobre firmy, które zasługują na zaufanie, ale dopóki jakość suplementów nie będzie kontrolowana przez odpowiednie instytucje, nie warto ryzykować.

Ale uwaga! Renomowana firma to nie ta, która intensywnie się reklamuje i wszędzie ją widać. Renomowana firma to taka, która istnieje już od wielu lat i nie ma w Internecie żadnych niepokojących informacji na jej temat. To taka firma, która ma na swojej stronie www pełne dane adresowe i można do niej zadzwonić i uzyskać informacje na temat produktu. Poza tym opinie na temat jej produktów można też łatwo znaleźć w Internecie i nie są to wpisy na blogach. Większość recenzji na blogach, które czytacie zostały wcześniej opłacone, więc nie można się na nich opierać. Opinie nie powinny być cukierkowe (wtedy jest duże prawdopodobieństwo, że zostały napisane na zamówienie) i wcale nie muszą być tylko pozytywne. Każdy organizm jest inny i to oczywiste, że nawet bardzo dobry produkt nie będzie działał tak samo dobrze na każdego. Im więcej różnych opinii o produkcie tym lepiej, bo to świadczy, że firma nie kasuje tych mniej pochlebnych. Oczywiście jeśli jakiś produkt ma większość złych lub negatywnych, to sprawa jest jasna – nie kupujemy.

6. Czy bez problemu otrzymam informacje o tym suplemencie? Test obsługi klienta.

Jeśli jakiś suplement bardzo Cię zaintrygował, ale masz różne wątpliwości czy go kupić, napisz e-mail do producenta czy też biura obsługi klienta. Jest to bardzo dobry sprawdzian tego, czy firma jest rzetelna i czy szanuje swoich klientów. W mailu zadaj różne pytania na temat produktu. Im trudniejsze i bardziej niewygodne tym lepiej. Możesz np. zapytać gdzie są produkowane surowce do tego suplementu. Albo (w przypadku probiotyków) jaka jest gwarancja, że bakterie probiotyczne będą ciągle aktywne, kiedy do Ciebie dotrą. Albo z czego zrobiona jest kapsułka. Albo każde inne pytanie, na które chcesz poznać odpowiedź. Firma, która działa uczciwie i rzetelnie spełni następujące kryteria odpowiedzi:

  • e-mail z odpowiedzią otrzymasz najpóźniej w ciągu 48 godzin
  • e-mail będzie miał profesjonalną stopkę z imieniem, nazwiskiem i stanowiskiem osoby, która udziela odpowiedzi
  • każde Twoje pytanie (nawet to trudne) zostanie potraktowane poważnie i otrzymasz konkretną odpowiedź bez wymijania i bez marketingowego bełkotu
  • odpowiedź będzie miła, profesjonalna, bez protekcjonalnego tonu

7. Gdzie ta witaminka?

W takich suplementach niestety przodują apteki. Barwniki, konserwanty, wypełniacze, a wśród nich jakaś skromna daweczka substancji, która ma niby w czymś nam pomóc. Po się truć i jeszcze za to płacić? Skład suplementu powinien być krótki, chyba, że jest to mieszanka 10 czy 15 ziół i rzeczywiście jedyne składniki to zioła. Nawet jeśli jakaś poważna instytucja twierdzi, że dana substancja pomocnicza jest bezpieczna, powinniśmy za wszelką cenę unikać wszystkiego co sztuczne. Żyjemy już i tak w bardzo zanieczyszczonym świecie, więc dodawanie sobie jeszcze chemii w suplemencie jest szalone i bardzo ryzykowne. Toksyny i chemiczne substancje, których nasz organizm nie rozpoznaje atakują nas ze wszystkich stron. Argument, że taka ilość malutka w tym super suplemencie nam nie zaszkodzi, jest po prostu absurdalny. Ziarnko do ziarnka, a po latach będziesz się leczyć na alergie lub inne o wiele gorsze choroby.

8. Czy to na pewno kompletna informacja?

Wielu sprzedawców, szczególnie na Allegro, nie podaje składu suplementu ani nawet daty ważności. Takich ofert trzeba oczywiście unikać. O składzie była już mowa wcześniej, ale jest jeszcze jeden szczegół, na który trzeba uważać. Bardzo wielu sprzedawców podaje tylko te substancje, które stanowią o wartości suplementu, a pomija substancje pomocnicze. Uwierzycie? Po prostu piszą tak, jakby ich w ogóle nie było. Przykładowo kupiłam kiedyś preparat z kolagenem, który na stronie miał podany taki skład: kolagen rybi, witamina C. Po otrzymaniu przesyłki okazało się, że są jeszcze wypełniacze, a lista składników jest o wiele dłuższa niż podana na stronie www! Jeśli więc widzicie, że suplement ma formę tabletki czy kapsułki, a w podanym składzie nie ma o tym mowy, poszukajcie tego suplementu u innego sprzedawcy. U takiego, który rzetelnie informuje o wszystkich składnikach.

9. Czy to standaryzowany ekstrakt?

Czasami jest szał na jakąś substancję, na przykład witaminę C. I wtedy pojawiają się różne specyfiki, rzekomo najlepsze i najbardziej naturalne. Tak jak już wspomniałam, przed zakupem musisz wiedzieć, czego konkretnie potrzebujesz. Jeśli szukasz konkretnej dawki witaminy C, to nie kupuj amli czy aceroli, chyba, że jest to produkt standaryzowany na konkretną zawartość witaminy C. Chodzi o to, że produkt o nazwie Witamina C z czegoś tam, może tak naprawdę zawierać znikomą ilość samej witaminy. Kupując standaryzowane ekstrakty masz większą pewność, co do ilości substancji w kapsułce.

Jak wybrać dobry suplement? Podsumowanie.

Są jeszcze inne ważne kwestie, które warto wziąć pod uwagę wybierając suplement:

  • czystość (np. badanie na obecność metali ciężkich) – zwykle tylko najlepsze i najdroższe firmy udostępniają raporty z takich badań na swojej stronie
  • kraj pochodzenia składników (np. Chiny)
  • informacja o alergenach (np. soja, seler, gluten, mleko)
  • GMO (niektóre suplementy ze Stanów?)
  • sposób produkcji (np. chemiczne rozpuszczalniki)

Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć… dużo cierpliwości w poszukiwaniach. 😉

Herbata zimowa – jak zrobić? 2 przepisy

Czy może być coś przyjemniejszego po spacerze w mroźny zimowy dzień, po nartach, po powrocie z pracy do domu ciemnym grudniowym popołudniem, po ciężkim świątecznym obiedzie… niż kubek ciepłej i pachnącej herbaty zimowej? Tego uczucia nie zrozumieją chyba tylko nieprzejednani miłośnicy małej czarnej, mocno przekonani o jej wyższości nad dużą liściastą. 😉

Herbata zimowa  - jak zrobić?

Co roku, kiedy nadchodzi sezon smogowy, w kawiarniach (i czasem też w restauracjach) testuję herbaty w zimowej odsłonie. Wraz z pierwszymi, jeszcze nieśmiało spadającymi płatkami śniegu, na tablicach kredowych przed modnymi miejscówkami, obok grzanego wina i piwa, zaczyna pojawiać się właśnie ona – aromatyczna herbata zimowa. Wypiłam już jej tyle, że zanim napiszę jak ją zrobić, muszę koniecznie wypunktować jak jej NIE robić:

Dobra woda to podstawa

Smak każdej herbaty, nie tylko zimowej, zepsuje złej jakości woda. Kranówka jest niby zdatna do picia, ale jeśli ktoś, choć tylko raz w życiu, pił wodę źródlaną, wie o czym mówię. W przeciętnej kawiarni z przeciętną herbatą mogę przymknąć oko na miejską wodę z kranu, ale w przypadku eko herbatki cud-miód (z certyfikatem!) za ponad 10zł…

Dobra herbata to podstawa

To od niej będzie zależeć efekt końcowy. Zimowe dodatki smakowe są oczywiście ważne, ale nie zdadzą się na nic, jeśli zamiast dobrej jakości herbaty zaparzysz herbaciany miał czy inny pył.

Pływające dodatki

Zimowa herbata to często herbata świąteczna a wtedy pływają w niej goździki. Goździki fajna sprawa, ale picie herbaty z drobinkami czegokolwiek to jak jedzenie ryby z dużą ilością małych ości. Ani to komfortowe ani eleganckie. Goździki dobrze jest po prostu wbić w plasterek pomarańczy, co nie tylko efektownie wygląda, ale i bardzo ułatwia wypicie herbaty.

Syropy smakowe

Chemiczny syrop smakowy wyczuję od razu. To taka substancja, która udaje np. pomarańczę, malinę, żurawinę, przyprawy korzenne, itp. a tak naprawdę jest po prostu koncentratem cukru lub syropu glukozowo-fruktozowego z dodatkami „smakowymi”. Pytajcie w kawiarniach i restauracjach czy dodają syrop do herbaty zimowej (jeśli tak, poproście też o podanie składu). Te okropne syropy, które każdy napój zamieniają w chemiczny cukierek to istna plaga w kawiarniach, herbaciarniach i lodziarniach.

Sprzedajmy zwykłą herbatę w cenie zimowej

W pewnej restauracji, w mroźny, grudniowy dzień podano mi herbatę zimową, czyli: dzbanuszek z wrzątkiem, torebkę najzwyklejszej czarnej herbaty i połowę (!) cieniutkiego plasterka pomarańczy z 3 goździkami. I te oszałamiające doznania smakowe oczywiście w odpowiedniej, zimowo-świątecznej cenie. 😉

Herbata zimowa – przepisy

Z sokiem malinowym i miętą

Herbata zimowa z sokiem malinowym
À la góralska, ale z torebki to już nie ten sam smak co z ręcznie zebranych, suszonych na słońcu ziół

Jej oryginalna nazwa to herbata z zielin (popularna na Śląsku Cieszyńskim i dostępna w niektórych karczmach i restauracjach regionalnych). Zieliny to po góralsku zioła. W dawnych czasach, kiedy prawdziwa czarna nie była dostępna, do zrobienia „herbaty” używano świeżych lub suszonych ziół zebranych wcześniej na łące. Ziołowa, naturalna, bardzo zdrowa, w 100% po polsku, bo bez liści z Azji i egzotycznych dodatków typu pomarańcza. Jednym słowem – swojsko. Do jej zrobienia potrzebne są składniki, których próżno szukać w nowoczesnym domu, więc poniżej podaję wersję dla współczesnych, którzy po łąkach, z obawy przed kleszczami, nie spacerują. 😉

W oryginalnym przepisie znajdują się oczywiście zioła czyli przede wszystkim mięta, melisa, lipa, dziurawiec, macierzanka, liście malin (czasami również pokrzywa i bez) oraz sok malinowy i… cukier. 100% sok malinowy jest bardzo kwaśny, więc żeby uzyskać herbatę o przyjemnym i akceptowalnym przez większość ludzi smaku, trzeba dodać jakieś „słodzidło”, np. miód. Miętę, melisę, lipę, dziurawiec, pokrzywę udało mi się kupić w zwykłym sklepie osiedlowym. Ziele macierzanki powinno być dostępne w aptekach.

Herbata zimowa z sokiem malinowym i miętą – przepis uproszczony

  • melisa, mięta pieprzowa i rumianek – po 1 torebce
  • woda – ok. 500 ml
  • sok malinowy 100% (bez syropu glukozowo-fruktozowego i innych dodatków)
  • miód
 

Zioła zaparzyć. Kiedy napar ostygnie do odpowiedniej do picia temperatury, dodać sok malinowy i miód (ilości zarówno soku jak i miodu dowolne – ważne, żeby nam smakowało).

 

Herbata zimowa z jabłkiem, cynamonem i imbirem

Herbata zimowa z jabłkiem
Pyszna!

  • 1 torebka herbaty o delikatnym smaku
  • 1 słodkie jabłko (pokrojone w ósemki, bez pestek)
  • laska cynamonu
  • cynamon w proszku
  • mały kawałek imbiru (pokrojony w cienkie plasterki)
  • goździki
  • sok z pigwy (ok. 50 ml)
  • 600 ml wody
  • ¼ łyżeczki przyprawy korzennej

1. Jedną ósemkę jabłka udekorować goździkami i oprószyć cynamonem.

2. Do garnka wlać wodę, dodać laskę cynamonu, imbir, kilka goździków, przyprawę korzenną i jabłko (oprócz kawałka przeznaczonego do dekoracji). Gotować aż jabłko się rozpadnie (ok. 20 min.). Wyłączyć kuchenkę i dodać torebkę herbaty.

3. Po zaparzeniu, do przelanej przez sitko herbaty, wlać sok z pigwy.

4. Do kubka włożyć kawałek jabłka udekorowany goździkami, laskę cynamonu i nalać herbaty.

Niedobór potasu – jak uzupełnić naturalnie

Równowaga w organizmie to klucz do zdrowia, a tymczasem: chipsy, paluszki, pizza, wędliny, sery, prażone orzeszki, gotowe sosy… Ale, żeby nie było: ogóreczki kiszone, domowe zupy i sałatki, bezglutenowy sos sojowy, gomasio, suszone pomidory… Co łączy te wszystkie produkty? Zdrowe, mniej zdrowe, ale wszystkie mają dużo SOLI. Można oczywiście argumentować, że ja tylko morską, kłodawską, himalajską, celtycką, różową, szarą, ale to nie zmienia faktu, że czy jemy zdrowo, czy to co chcemy, dosypujemy sól do wszystkiego oprócz deserów. A nie, chwileczkę, przecież sól podkręca smak czekolady, więc do brownie również szczypta, dwie. 😉

Niedobór potasu – za dużo soli?

Ale naturalna sól jest zdrowa, prawda?! Szczerze mówiąc – nie mam pojęcia, bo co ekspert to inna opinia (choćby Mark Hyman i Joel Fuhrman). Poza tym, wydawało mi się, że jeśli nie jem przetworzonego jedzenia ze sklepu i nie używam w domu zwykłej soli kuchennej, tylko morską lub kłodawską bez antyzbrylacza, to solą nie muszę sobie zawracać głowy. Ale potem zauważyłam na wykresie w Cronometer, że owszem sodu z soli w mojej diecie nie brakuje, ale potasu każdego dnia jem naprawdę mało. A przecież do tanga trzeba dwojga i jeśli mamy dużo sodu w organizmie a za mało potasu, to nici z tańca towarzyskiego (co najwyżej –  breakdance). Ponieważ od pląsów sodu i potasu w organizmie zależą nasze procesy życiowe (ciśnienie krwi, zdrowie serca i nerek), niektóre strony ostrzegają przed suplementacją potasu. Ale po co nam tabletki, kiedy mamy nasze polskie i na dodatek tanie warzywa, które w potas obfitują. Jak naturalnie uzupełnić niedobór potasu w organizmie? Np. codzienną porcją warzyw.

Warzywa bogate w potas

Warzywa bogate w potas
Składniki mojego naturalnego suplementu potasu

  • marchewka
  • pietruszka
  • seler (korzeniowy zawiera trochę więcej potasu niż naciowy)
  • burak
  • ziemniak

Tylko jak zrobić z tego coś smacznego? Można oczywiście na chwilę odpuścić oczekiwanie, że wszystkie co jemy ma być delicją, zrobić sok (pomijając ziemniaka) i po prostu wypić nie zważając na smak (lub ewentualnie dodać więcej marchewki, jeśli nie boisz się skoków cukru we krwi).

Ale w zimie na świeże (zimne) soki nie zawsze mam ochotę. Wiem, co zaraz powiedzą witarianie Jeśli to ugotujesz, to baj baj witaminy i minerały. Na szczęście mamy Cronometer, w którym można sprawdzić zawartość potasu w gotowanych warzywach i okazuje się, że nie jest źle, a nawet jest całkiem w porządku. Dr Schulze wymyślił coś, co nazwał potasowym bulionem (potassium broth). Oryginalny przepis oczywiście w Internecie, a poniżej moja wersja. Nie podaję ilości składników, ponieważ „rosół” gotuję z warzyw, które akurat mam w domu, a poza tym najlepiej poeksperymentować i przekonać się samemu czy bardziej smakuje nam wywar z przewagą marchewki czy może selera.

Jeśli masz dostęp do dobrej jakości warzyw, możesz zrobić bulion potasowy z obierek (choć tak czy inaczej, wywar warto ugotować z ekologicznych jarzyn).

Na niedobór potasu – domowy bulion

Bulion potasowy = warzywa + przyprawy + suszone/świeże grzyby  + tłuszcz + woda

W oryginalnym przepisie są tylko warzywa, zielone liście i zdaje się cebula/czosnek, ponieważ dr Schulz stosuje ten bulion jako element kuracji oczyszczającej ciało. Natomiast w moim przypadku chodziło po prostu o to, żeby uzupełnić niedobór potasu w diecie, więc dodaję jeszcze inne produkty dla smaku i oczywiście dla potasu (zarówno sypkie przyprawy jak i grzyby wymienione niżej zawierają go sporo).