Nad morzem bez glutenu: apartamenty nad morzem blisko plaży

Bałtyk glutenem stoi: gofry, lody w wafelku, zapiekanki, kanapki, budki z pączkami, kebab, pizza i oczywiście smażony dorsz w cieście. I nie chodzi o to, że nie ma bezglutenowych restauracji (albo chociaż małego food trucka gluten-free), ale nad polskim morzem nie ma zdrowego jedzenia. Nawet jeśli mogłabym jeść gluten, to co mam zrobić z rybą, w której to co najbardziej wartościowe (czyli kwasy Omega-3) pochłonęła frytura w zamian oddając tłuszcze trans? Albo poszukiwania zaginionej świeżej sałatki. Ile się człowiek nachodzi, żeby taką znaleźć. Dobrze, że ruch to zdrowie a i jodu trochę więcej w czasie długich wędrówek się złapie. 😉 Nad Bałtykiem królują surówki! Można by pomyśleć Super! Surówka to prawie sałatka. Do czasu kiedy zauważamy samochód z napisem Zaopatrzenie Gastronomii i pana dostawcę, który do „restauracji” wnosi duże plastikowe wiadra z posiekaną kapustą, gumą ksantanową, skrobią modyfikowaną, glutaminianem sodu i morzem octu. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałaś się, dlaczego od Krynicy Morskiej po Dziwnówek surówki smakują tak samo, to w takim niepozornym aucie dostawczym znajdziesz odpowiedź.

Blisko plaży, blisko morza

Ale nie żalę się, o nie! 😉 Nad polskim morzem może nie mają zdrowego i świeżego jedzenia, ale za to mają piękne, w pełni wyposażone apartamenty na wynajem. A w takim apartamencie jest praktycznie wszystko, żeby przygotować sobie bezglutenowy posiłek. Wiem, że gotowanie na wakacjach zmniejsza nam kobietom radość z wypoczynku, ale można to sobie tak zorganizować, żeby nie stać długo przy garach. A nowoczesny apartament z fajną kuchnią bardzo ułatwia sprawę.

Dobrze by też było, żeby taki apartament znajdował się dość blisko morza. Widzę naprawdę mnóstwo „wielbłądów” nad Bałtykiem. 😉 Parawan, parasol, koc, ręczniki, wiaderko na słoną wodę, grabki, łopatka, inne niezbędne zabawki, picie, krem do opalania, owocki, piłka. I kto to wszystko taszczy na plażę? Niech chociaż będzie blisko.

Apartamenty nad morzem blisko plaży

Miało być więcej miejscowości i więcej uroczych apartamentów nad morzem. Miało… Wpis niestety dość krótki, ponieważ na mój e-mail z prośbą o przesłanie zdjęcia do artykułu odpowiedziało zaledwie kilka osób. Tym bardziej dziękuję tym właścicielom apartamentów, którzy znaleźli czas, żeby odpisać.

Apartament APFORTY4YOU – Ustronie Morskie

Apartament nad morzem Forty4You

Do plaży tylko 50 m. Nowoczesny apartament ze ślicznie urządzonym salonem i ładnym widokiem z balkonu. W budynku sauny, siłownia, jacuzzi i sala zabaw dla dzieci. Więcej zdjęć tutaj.

Apartamenty Blue Baltic – Pogorzelica

Apartament nad morzem Pogorzelica
Apartament nad morzem Pogorzelica

Ok. 300 m od plaży. Na zdjęciach apartament Mewa urządzony w pięknych, nadmorskich kolorach. Apartament znajduje się na terenie nowoczesnego kompleksu. Więcej zdjęć i apartamentów Blue Baltic tutaj.

Apartamenty Na Klifie – Ustronie Morskie

Apartamenty na Klifie

Bezpośrednio nad plażą. Widoki z okien niesamowite. Wnętrza nowocześnie urządzone i komfortowe. Apartamenty różnią się wyposażeniem, więc jeśli zależy Ci np. na piekarniku, upewnij się przed rezerwacją, że wybrany apartament go posiada. Więcej zdjęć i apartamentów w tym budynku znajdziesz tutaj.

Apartament z tarasem Plaza 22 – Rogowo

Apartament nad morzem blisko plaży
Apartamenty nad morzem blisko plaży

Do plaży tylko 60 m. Piękny, przestronny i jasny apartament. Aż 3 sypialnie, więc idealny dla większej grupy. Ogród, basen i plac zabaw. Duży taras i dużo zieleni wokół. Więcej zdjęć tutaj. (4.07 – mam informację, że właśnie zwolnił się termin 31.07-11.08 – szybka rezerwacja tutaj).

Apartament Patrycja Dwie Sosny – Ustronie Morskie

Apartament blisko plaży Ustronie Morskie
Apartamenty blisko plaży Ustronie Morskie

Bardzo blisko plaży (ok. 50 m). Ciekawy i nowoczesny design. Przestronne wnętrze i świetny taras. Więcej zdjęć tutaj.

Wrocław – plan zwiedzania, długi weekend majowy, we dwoje

Tegoroczny weekend majowy zapowiada się naprawdę świetnie. Można, przy odrobinie dobrego humoru szefa, wypoczywać bez przerwy aż 9 dni. Morze, góry, Mazury? City break! Pardon – w Polsce mówi się wycieczka do miasta? Jeśli pogoda nie dopisze, to przynajmniej jest co robić: muzea, galerie, kina, zabytkowe kościoły, koncerty, wystawy… Tylko trzeba wcześniej sprawdzić czy otwarte w święta. Jakiś czas temu, podczas Majówki, zwiedziliśmy więc Wrocław. Czym nas zaskoczył najbardziej? Oczywiście… cenami! Wrocław – EUROpejska Stolicy Kultury. Ale tak poza tym, pięknie, ciekawie i nie żałujemy ani centa tej wizyty. Co udało nam się zobaczyć w 4 dni? Plan zwiedzania Wrocławia obejmował, jak zwykle zresztą, dużo spacerów, bo lubimy kiedy miasto nas zaskakuje uroczymi uliczkami i zadbanymi skwerami. Zwiedzamy niespiesznie, podziwiamy architekturę i skanujemy wzrokiem tablice kredowe z nadzieją, że nasze oczy dostrzegą dwa niezwykle rzadko spotykane tam słowa – bez glutenu.

Wrocław Rynek

Bezglutenowe miejscówki

Sorrir – świetna lokalizacja przy jednej z uliczek prowadzących do Rynku. Dostępne różne miski typu acai bowl, fit koktajle oraz ciasta. Smoothie Spirulina & Chlorella smakowało rewelacyjnie.

Freshpoint w C.H. Pasaż Grunwaldzki – po drugiej stronie Odry (2,5 km od Rynku).

Bar-Restauracja Manufaktura Bezglutenowa – centrum, ale 1,5 km od Rynku.

Restauracja Patio – lokalizacja rewelacyjna. W menu dużo dań bezglutenowych i co równie ważne – są odpowiednio oznaczone. Można zarezerwować pokój w Hotelu Patio i zamówić śniadanie bezglutenowe (certyfikowane).

Bar Obiadomek – prawie 5 km od Rynku. Lepiej zadzwonić wcześniej i dopytać, bo niestety na Facebook’u informacji o daniach bezglutenowych brak.

Restauracja La Maddalena – blisko Rynku (nad Fosą Miejską). Menu na stronie mają, ale nie ma oznaczeń przy daniach, więc nie wiadomo, które są bezglutenowe.

Fajne apartamenty we Wrocławiu

Wrocław – plan zwiedzania –  Dzień 1

Po przyjeździe do Wrocławia, ruszyliśmy na Rynek. Oczywiście żaden, nawet najpiękniejszy rynek, nie zdobędzie już mojego serca, bo całe miejsce zajęte przez ten krakowski, ale wrocławskim również można się zachwycić. Kolorowe kamienice robią wrażenie, ale podziwiając renesansowe gzymsy, nie potknij się czasem o sympatycznego krasnala. Może Rynek we Wrocławiu nie taki piękny jak ten w Krakowie, ale pomysł z krasnalami świetny! Czy masz 5 lat, czy 60 – zdjęcie z krasnalem musi być. Można nawet pospacerować szlakiem krasnali (są aplikacje i mapki).

Dzień 2

Piękny Ostrów Tumski. Oczywiście piechotą i koniecznie przez Most Tumski. Niestety wstaliśmy za późno (choć jak na długi weekend majowy to i tak wcześnie), bo na moście już całkiem spory tłum. Z fajnego zdjęcia nici, więc przecisnęliśmy się przez selfie sticki i potem już na spokojnie pospacerowaliśmy po tej najstarszej części Wrocławia. Skusiliśmy się też na wejście do znajdującego się w obrębie Ostrowa Tumskiego Ogrodu Botanicznego. Pełen rozkwit roślinności miał dopiero nastąpić, więc możemy się tylko domyślać, że ogród najpiękniej wygląda końcem maja/początkiem czerwca.

Zwiedzanie Wrocławia – Dzień 3

Na przedostatni dzień pobytu zaplanowaliśmy wizytę we wrocławskim ogrodzie zoologicznym. Raczej nie chodzimy do zoo, ale uznaliśmy, że jedyne w Polsce Afrykarium chcemy zobaczyć. I jeśli już tam będziemy, to zoo również pozwiedzamy. Cóż można powiedzieć, inwestycja na EUROpejskim poziomie, tak samo jak ceny biletów, ale tzw. obsługa, czyli jak to zrobić mądrze i praktycznie, już niestety nie. Najpierw kolejka po bilety (ok, mogłam kupić przez Internet), a potem kilometrowa kolejka do samego Afrykarium. Był początek maja, akurat nie padało, jesteśmy zdrowi – możemy poczekać. Zapłaciliśmy, więc co innego nam pozostało. Ale czy naprawdę nie można tego inaczej rozwiązać? Co jeśli akurat jest ulewa? Albo upał? Co z osobami, którym zdrowie nie pozwala stać tak długo w jednym miejscu? Kiedy później z ciekawości zerknęłam na opinie o Afrykarium w Google, poczułam jednak ulgę. Ludzie piszą o 4-godzinnej(!) kolejce. My na szczęście tak długo nie musieliśmy czekać, choć w weekend majowy można by się tego spodziewać.

Ale nie ta kolejka była najgorsza. Kiedy już wreszcie dostaniesz się do słynnego Afrykarium – nie ma żadnej przyjemności ze zwiedzania. W środku jest tak dużo ludzi, że o normalnie przebiegającej wizycie można pomarzyć. Zawsze znajdą się tacy, dla których przepychanie się to nic takiego, ale jeśli chcesz się zachować kulturalnie, to po prostu mało zobaczysz albo znowu kolejka: tym razem do płaszczki lub hipopotama. Po wizycie w Afrykarium pospacerowaliśmy jeszcze chwilę po zoo, ale smutnie wyglądający niedźwiedź i pogorszenie pogody, sprawiło, że wróciliśmy tramwajem do centrum.

Dzień 4 – zielone w mieście

Wrocław Park Szczytnicki

Uwielbiamy parki i ogrody miejskie, więc koniecznie chcieliśmy jeszcze zobaczyć Ogród Japoński. Ogród Japoński znajduje się w tej samej okolicy co ZOO Wrocław i Afrykarium, więc zwiedzanie obu miejsc można połączyć i „odhaczyć” w jeden dzień. (Chyba, że kolejka do rekina się przedłuży.) 😉 A dosłownie rzut beretem jeszcze słynna Pergola, Hala Stulecia i Wrocławska Fontanna. Jest tam co robić, jeśli pogoda dopisuje.

Wstęp do Ogrodu Japońskiego jest płatny a sam ogród malutki. Owszem, uroczy i wprost stworzony na romantyczne randki, ale mimo wszystko byłam trochę rozczarowana.

Po wyjściu z ogrodu poszliśmy zobaczyć Pergolę i Halę Stulecia, ale tutaj również obyło się bez zachwytów. Wszystko pewnie wygląda tam dużo lepiej, kiedy wiosna w pełni.

Za to Park Szczytnicki, który praktycznie przylega do Ogrodu Japońskiego zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Niby zwykły park, ale wystarczy parę kroków, żeby poczuć się jak za miastem. Jeśli tłumy w Afrykarium Cię przytłoczą, ukojenie znajdziesz w położonym ok. 700 m dalej cichym i spokojnym Parku Szczytnickim.

I takim miłym, zielonym akcentem pożegnał nas Wrocław. Plan zwiedzania zrealizowany prawie w 100%. Niestety jak na weekend majowy było jeszcze dość chłodno. Miejsca, których nie udało się zobaczyć to m.in. mostek pokutnic (między wieżami kościoła Marii Magdaleny) i wieża widokowa Archikatedry św. Jana Chrzciciela (czynna od czerwca). Nie załapaliśmy się też na pokaz fontanny multimedialnej.

Zamek Czorsztyn-Niedzica – kiedy w Tatrach pada

Jezioro Czorsztyńskie: pod jednej stronie – Niedzica a po drugiej Czorsztyn. Na jednym brzegu – Zamek w Niedzicy (Zamek Dunajec), na drugim – Zamek Czorsztyn. Ten pierwszy jest naprawdę okazały, ten drugi to ruiny. Ale widoki z obu – przepiękne. Jeśli zrobiły na mnie takie wrażenie w pochmurny, deszczowy dzień, to mogę sobie tylko wyobrazić jak cudownie tam jest, kiedy świeci słońce a woda w jeziorze zmienia kolor na szmaragdowy. Tak, oba zamki da się bez pośpiechu zwiedzić w jeden dzień (chyba, że w sezonie są tam tłumy i korki, które nas na szczęście ominęły). Trasę pomiędzy Zamkami Czorsztyn-Niedzica można również pokonać w dużo przyjemniejszy (a jednocześnie bardziej romantyczny) sposób dzięki statkom pasażerskim i gondolom. Rejsy po jakimkolwiek akwenie niestety nie dla mnie, ale co kto lubi. 😉

Jezioro Czorsztyńskie

Jak trafiliśmy do Niedzicy i Czorsztyna?

Plan był oczywiście zupełnie inny. Ładny, drewniany domek w Tatrach i dużo spacerów łatwymi szlakami. Górskie szczyty skąpane w słońcu, przyjemny ciepły wiatr i przejrzyste powietrze zapewniające doskonałą widoczność.

Ech, tylko ten domek się udał. 😉 Zatrzymaliśmy się w Brzegach w przepięknym, drewnianym domu z widokiem na Tatry. Miejsce bardzo ciche, na wzgórzu. Owszem dziura – bez samochodu ani rusz, ale do odpoczynku idealnie. Brzegi znajdują się niedaleko Jurgowa i Bukowiny Tatrzańskiej. Białka Tatrzańska też całkiem blisko, Zakopane – ok. 20 km. Świetne miejsce wypadowe na narty i do term.

Dom nazywa się Nowe Miejsce Brzegi. Część przeznaczona dla gości to dwa apartamenty – jeden dla 2 osób, a drugi dla większej grupy. W głównej części budynku mieszkają właściciele. W mniejszym apartamencie (czyli w tym, który zarezerwowaliśmy) jest jeden duży pokój i łazienka. Ten pokój to tak naprawdę przestronne wnętrze z dobrze wyposażonym aneksem kuchennym, podwójnym łóżkiem, stołem jadalnym i krzesłami oraz wyjściem na balkon. Ktoś to tak mądrze zaprojektował, że w jednym pomieszczeniu mamy wszystko, co potrzeba, a jednocześnie jest bardzo estetycznie, przyjemnie i przytulnie. Apartament łączy elementy góralskie i tradycyjne dla regionu z nowoczesnymi, minimalistycznymi akcentami. Można powiedzieć – swojsko, ale na poziomie. Zapomniałabym napisać, że jest jeszcze spory przedpokój, więc w zimie nie będzie problemu, gdzie postawić narty, buty, itp. Walizki też można tam położyć, więc nie zagracają pięknej przestrzeni głównej apartamentu. Zdjęcia apartamentów tutaj.

Bardzo mi się tam podobało. Gdybym miała się czegoś „uczepić”, to tylko małego, balkonowego stolika, na którym nie udało się zmieścić całego śniadania. Ale sam balkon też nieduży, więc inaczej się nie da. Za to widoki wspaniałe! Większy apartament znajduje się niżej więc nie ma balkonu, ale z kolei jest taras a w środku kominek.

Punkt widokowy Czarna Góra

Punkt widokowy Czarna Góra Tatry

Niedaleko Brzegów, między Jurgowem a Białką Tatrzańską, znajduje się punkt widokowy na Czarnej Górze. Miejsce z parkingiem, więc wjeżdża się na samą górę i jest się na miejscu. Lubię przestrzeń – spędziliśmy tam późne popołudnie, siedząc na niewygodnej ławce i podziwiając rozległy, przepiękny widok na cztery strony świata. Cisza, spokój, kontemplacja jak mówi F. 😉 Inna Czarna Góra z punktem widokowym znajduje się w Stroniu Śląskim (Karkonosze), więc strzeżcie się miłe panie w nawigacji.

Na zamku w Czorsztynie i Niedzicy

Przyjechaliśmy do Brzegów, dosłownie przez chwilę cieszyliśmy się słoneczną pogodą, a potem przymusowa zmiana planów. Można oczywiście pojechać do Zakopanego, ale można też w przeciwną stronę. Zamki w Czorsztynie i Niedzicy przekonały nas bardziej niż zakopiańskie muzea i galerie, więc ruszyliśmy w kierunku Pienin.

Zamek Dunajec w Niedzicy znajduje się ok. 30 km od domku w Brzegach. W najbliższym otoczeniu oczywiście parkingi, wozownia, karczma i budki z regionalnym jedzeniem, np. gotowaną kukurydzą. 😉 KUUUkurydza gotowana! OOOrzeszki w karmelu! (Darłowo 2017). Zanim weszliśmy do Zamku, jeszcze krótki spacer po zaporze, z której można zrobić świetne zdjęcia.

Wnętrze Zamku dobrze zachowane i ciekawe, ale mnie oczywiście najbardziej interesują widoki, panoramy, krajobrazy i scenerie. Nie zawiodłam się.

Zamek Czorsztyn
Zamek Niedzica

A potem rundka wokół Jeziora Czorsztyńskiego i czas na drugi zamek – Zamek (a raczej ruiny) w Czorsztynie. Parking, a tuż obok budynek z toaletą. Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji sikać w stylu poprzedniej epoki – polecam. Idziesz do sklepiku z pamiątkami, prosisz o kluczyk, otwierasz sobie drzwi i już możesz korzystać. Na szczęście sama toaleta już nie gotycka. 😉

Do samego Zamku trzeba podejść, ale to bardzo przyjemny spacer przez las. Widoki moim zdaniem jeszcze piękniejsze niż na drugim brzegu.

Pogoda, jak widać na zdjęciach, niezbyt sprzyjała zwiedzaniu, ale przynajmniej udało się uciec tatrzańskim deszczom.

Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam wrócić, bo marzy mi się pobyt w tych domkach.

A na koniec Szczawnica

Po zwiedzeniu zamków Czorsztyn-Niedzica, uznaliśmy, że skoro już jesteśmy w Pieninach, to możemy jeszcze pojechać na krótki spacer do Szczawnicy. Bardzo ładna miejscowość, a szczególnie park. Niestety tam znowu zastał nas deszcz i zrobiło się też dość zimno, więc szybko, ale przestrzegając przepisów wróciliśmy do naszego przytulnego domku w Brzegach.

Szczawnica park
Szczawnica Uzdrowisko

Inne fajne miejsca nad Jeziorem Czorsztyńskim

Weekend w Krakowie dla dwojga

Weekend w Krakowie dla dwojga – czyli jaki? Pewnie romantyczny, ale są przecież kobiety, który nie znoszą tych różano-serduszkowych gestów. Skrzypce show na żywo przy kolacji? Nie przełknę ani kęsa! Przejażdżka dorożką? Nie po to dostałam od Ciebie drogie eko perfumy bez ftalanów, żeby teraz wdychać naturalne końskie aromaty. Łabędź z ręczników i płatki róż na hotelowych łóżku? No, proszę Cię! Gdybym chciała trochę kiczu obejrzeć, włączyłabym pierwszy lepszy serial z miłością lub sercem w tytule! 😉

Dlatego w tym artykule skupię się na miejscach. Miejscach do przenocowania w Krakowie, które są po prostu… fajne. A jakie romantyczne akcenty, i czy w ogóle, włączysz do pobytu, to zależy wyłącznie od Twojej osobistej definicji romantycznego weekendu. Dla wielu osób przejażdżka piękną dorożką po krakowskich ulicach będzie przecież świetną i bardzo romantyczną atrakcją. Pewnie nie jestem obiektywna, ale Kraków już sam w sobie jest taki trochę baśniowy i magiczny, więc nawet zwykły spacer mniej uczęszczanymi przez turystów uliczkami to dla mnie coś wyjątkowego. F. z kolei za Grodem Kraka nie przepada, ale w romantycznym geście, od czasu do czasu, proponuje mi weekend w Krakowie dla dwojga. Jednak planowaniem pobytu muszę zająć się sama, co oczywiście z wielką przyjemnością robię.

Kiedy na weekend do Krakowa?

Weekend w Krakowie dla dwojga
Najbardziej lubię tak,
ale tak też jest fajnie 😉

Moim zdaniem (paradoksalnie, bo nie lubię zimna) Kraków najbardziej romantyczny jest właśnie w grudniu i na początku stycznia. Szybko robi się ciemno, Planty zyskują tajemniczy klimat a Rynek i prowadzące do niego uliczki są pięknie udekorowane świątecznymi ozdobami. Po mroźnym spacerze można zaszyć się w przytulnej kawiarence i przy koktajlu z jarmużu prowadzić szeptem miłosne rozmowy. Dobra żartuje, oczywiście że ciepłe, aromatyczne grzane wino. 😉 Problemem w zimowych miesiącach w Krakowie jest oczywiście smog.

Tak naprawdę lubię Kraków o każdej porze roku. Niestety miasto stało się tak bardzo popularne wśród zagranicznych turystów, że na spokojne i kameralne zwiedzanie nie ma co liczyć. Sezon w Krakowie trwa praktycznie przez cały rok. W zeszłym roku zaskoczyła mnie liczba turystów z Hiszpanii w tygodniu przed Świętami Bożego Narodzenia. Kiedy ja marzyłam o plaży w Alicante, oni z uśmiechem na ustach i w grubych, nonszalancko przewiązanych szalikach zachwycali się lodowatym Krakowem. Można oczywiście próbować „wstrzelić się” w tzw. niższy sezon, co w rzeczywistości oznacza bardzo wczesną wiosnę i listopad, ale ze względu na pogodę nie jestem pewna czy warto.

Weekend w Krakowie dla dwojga – apartament czy hotel?

Ze względu na wspomniane już tłumy zagranicznych turystów Kraków ma swoje stawki. Ale z drugiej strony od kiedy pojawiły się apartamenty na wynajem (a mam wrażenie, że z każdym rokiem jest ich w Krakowie coraz więcej), konkurencja jest ogromna i dzięki temu zwykle udaje się mi zarezerwować piękny i duży apartament w bardzo dobrej cenie. Jedyną zaletą pobytu w hotelu jest śniadanie. Wygodnie jest rano zejść do hotelowej restauracji i wybierać z bufetu to, na co akurat ma się ochotę. Ale jeśli chodzi o weekendy w Krakowie, osobiście wolę apartamenty. Po prostu lubię klimat krakowskich kamienic i śniadanie w Miąższu. Poza tym, apartament to większa przestrzeń, często bardzo ciekawie zaaranżowana. Pokoje hotelowe, choć dużo mniejsze i bez aneksu kuchennego, niejednokrotnie mają wyższą cenę niż ładny, bardzo dobrze wyposażony apartament na wynajem.

Apartament, w którym zatrzymałam się ostatnio, to właśnie taki przestronny apartament w starej kamienicy na ulicy Długiej. Lokalizacja idealna – wszędzie chodziłam pieszo (tym razem nie weekend dla dwojga tylko tzw. babskie spotkanie). Pełną och-ach, ale niesponsorowaną recenzję (nic nie poradzę, apartament bardzo mi się spodobał) możesz przeczytać w artykule Dragon’s Nest – apartament w centrum Krakowa. A zobaczyć inne opinie lub zarezerwować tutaj.

Apartament dla dwojga w Krakowie
Apartament Dragon's Nest sypialnia

W tym apartamencie spędziłam kilka dni i gorąco go polecam. Ale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim będzie się aż tak bardzo podobać, a poza tym zawsze dobrze jest mieć większy wybór. Dlatego wyszukałam jeszcze inne, ale równie piekne w sam raz na weekend w Krakowie dla dwojga. Jak wspomniałam wyżej, apartamentów w Krakowie jest mnóstwo, więc musiałam zawęzić kryteria i postawiłam na

  • lokalizację w centrum: dobrze jest mieć wszędzie blisko, a przecież spacery po Krakowie to nieodłączny element romantycznego weekendu.

     

  • estetyczne wnętrze: wiem, że dla niektórych osób to nie ma żadnego znaczenia, bo przecież hotel czy apartament to tylko nocleg. Ale jeśli ten weekend w Krakowie to taka niespodzianka dla drugiej osoby, to warto jednak wybrać coś miłego dla oka. Zresztą fajnie się wraca po całym dniu zwiedzania do miejsca, które jest ładne i komfortowe.

     

  • opinie gości: jak najwięcej pozytywnych opinii. Szczególną uwagę zwracam na negatywne komentarze dotyczące czystości apartamentu, niemiłej postawy właściciela i ukrytych kosztów. Jeśli apartament jest nowy i nie ma jeszcze opinii, czasami warto zaryzykować. Nowe apartamenty często obniżają ceny, żeby zdobyć pierwsze rezerwacje. 

     

  • cenę: oczywiście w zależności od wybranej daty (czyli tzw. sezonu) apartament będzie miał różne ceny. Ale czasami można natrafić na naprawdę okazyjną ofertę – np. 250zł za 2 noce w marcu. Piękny, dobrze wyposażony apartament w Krakowie za 250zł i to na 2 dni? Takie ceny również się zdarzają, ale zwykle nie w weekend (raczej poniedziałek – czwartek).

Apartamenty dla dwojga na weekend w Krakowie

Marzec wydaje się naprawdę świetnym miesiącem na weekend w Krakowie. Znalazłam sporo pięknych apartamentów w bardzo atrakcyjnych cenach. W lipcu i w sierpniu te same apartamenty mają już o wiele wyższe ceny.

Od najniższej ceny za 2 noce w marcu 2019.

Na Topolowej – dalej od Rynku. Ładne, urządzone w jasnych kolorach apartamenty.

Na Borowickiej – podoba mi się Studio, ale apartament z 1 sypialnią też całkiem, całkiem. Trochę dalej od Rynku niż pozostałe.

W fajnym industrialnym stylumożliwość zamówienia śniadania.

Na Rynku – bliżej już się nie da. Można zamówić śniadanie.