Ashwagandha a bezsenność

Ashwagandha a bezsenność

Czy ashwagandha pomaga na bezsenność? Witania ospała – roślina o takiej nazwie z pewnością dobrze zna się z Morfeuszem. Są okresy, kiedy śpię jak kot. Głowa do poduszki i dosłownie za chwilę już mnie nie ma na jawie. Ale są też takie tygodnie, kiedy długo nie mogę zasnąć. Czuję się wtedy jakby był środek dnia – mój mózg chce działać a nie spać. Na pewno wpływa na to dzień cyklu (ach te hormony) i to co jem w ciągu dnia. Fatalnie wpływa na mnie też niebieskie światło emitowane przez laptop i tablet, więc wieczorami staram się już nie gapić w ekran. Niestety nie rozgryzłam jeszcze skąd te okresowe problemy z zaśnięciem, choć wiem na pewno, że kakao czy czekolada wieczorem to w moim przypadku beznadziejny pomysł. Mam więc w szafce sproszkowany korzeń  ashwagandhy – specjalnie na te wyjątkowe, długie wieczory. 😉 Wypijam trochę proszku wymieszanego z wodą na ok. 30 min. przed planowanym zaśnięciem, kładę się do łóżka, sięgam po przyjemną lekturę (koniecznie papierową, żadne tam czytniki czy inne smarty) i zwykle zasypiam bez większych problemów. Zwykle, bo zdarzają takie dni, kiedy nawet standaryzowany ekstrakt z witani ospałej nie pomaga.

Jaką formę ashwagandhy wybrać, jeśli szukasz ziołowego sposobu na bezsenność? Ashwagandha działa dość łagodnie (w moim przypadku wystarczająco skutecznie), więc jeśli masz duże problemy z zaśnięciem, postaw na standaryzowane ekstrakty, o których piszę poniżej. Dzięki nim łatwiej dobierzesz odpowiednią dawkę.

Ashwagandha – skutki uboczne

Ashwagandha jak każda roślina, nawet ta najbardziej lecznicza, może spowodować u niektórych osób niekorzystne objawy. Jeśli bierzesz leki, skonsultuj się ze swoim lekarzem i upewnij się, że witania ospała z nimi nie zareaguje. Na opakowaniach ashwagandhy zwykle znajduje się ostrzeżenie dla osób z nadczynnością tarczycy. Nie należy jej również stosować w czasie ciąży i podczas karmienia piersią.

Ashwagandha - proszek czy tabletki

Sproszkowany korzeń ashwagandhy to najbardziej ohydne w smaku zielsko jakie w życiu jadłam. A bardzo lubię to co roślinne i nie straszne mi zielone koktajle czy sałatki pełne ziół. Muszę jednak przyznać, że poziom goryczy w witani ospałej przebija wszystko inne. Mimo to wybieram proszek. Jeśli coś działa, to nie zastanawiam się jak to smakuje, tylko po prostu raz, dwa i z głowy. To nie deser – nie musi być pyszny, a ja nie mam 5 lat, żeby grymasić. 😉 Dodaję 1 łyżeczkę ashwagandhy do letniej wody i, nie zastanawiając się zbyt długo, wypijam. Trzeba tylko pamiętać, żeby dobrze wymieszać, bo ashwagandha w proszku pyli się jak mąka i łatwo się zakrztusić. Kupuję proszek z prostej przyczyny – nie lubię tabletek i kapsułek, które zwykle zawierają dużo substancji pomocniczych. Tabletki często są nawet gorsze od kapsułek, bo zawierają różne wypełniacze i barwniki w ilości zupełnie dla mnie niezrozumiałej. Jeśli mam wybór i mogę kupić produkt bez tych dziwnych dodatków, to bez względu na smak, decyduję się właśnie na taki o prostym i jak najbardziej naturalnym składzie.

Wadą ashwagandhy w proszku, oprócz oczywiście smaku, jest to, że trzeba ją popić sporą ilością wody. A picie wody przed snem oznacza bieganie w nocy do łazienki. Jeśli potem trudno Ci zasnąć, to rzeczywiście lepiej kupić kapsułki.

Ashwagandha na szczęście jest dostępna w sklepach w różnych postaciach, więc bez problemu znajdziesz produkt, który będzie Ci odpowiadał.

Korzeń, kapsułki, tabletki i ekstrakty z ashwagandhy

Sproszkowany korzeń – mój wybór. Jeśli nie jesteś się w stanie zmusić do wypicia/zjedzenia czegoś maksymalnie gorzkiego, to omijaj ashwagandhę w proszku szerokim łukiem. Ale jeśli mimo wszystko się zdecydujesz, warto postawić na produkt ekologiczny. I koniecznie porównaj ceny – przez nieuwagę kupiłam kiedyś malutkie opakowanie za prawie 30zł i to bez certyfikatu eko.

Hanoju – bez glutenu, ekologiczny sproszkowany korzeń ashwagandhy. Wypróbowałam też kapsułki tej marki i były bardzo skuteczne. Niestety są dość drogie i nie tak dostępne jak tabletki.

Natvita – proszek bio. W sprawie glutenu otrzymałam taką odpowiedź:

Produkty są pakowane oraz przechowywane na wyznaczonych do tego stanowiskach. Dokładamy wszelkich starań, aby uniknąć przedostania się glutenu do innych produktów. Ze względu na warunki, które nie są jednak laboratoryjne, ciężko zagwarantować nam, że nic się nie dostało do produktów Ashwagandhy, dlatego też nie zaznaczamy na naszych produktach, że są bezglutenowe.

Kapsułki – tutaj niestety bywa różnie z jakością i skutecznością. Prawdopodobnie będziesz musiała porównać kilka marek, zanim natrafisz na tę, która będzie odpowiednia dla Ciebie. U mniej najlepiej sprawdza się dawka 500 mg proszku w 1 kapsułce. Zwróć też uwagę na to, z czego zrobiona jest sama kapsułka. Zaletą kapsułek jest to, że można je otworzyć i wysypać zawartość do napoju, np. złotego latte z kurkumą.

Kapsułki z ashwagandhą z sensowym składem:

Fushi – sproszkowany ekologiczny korzeń witani ospałej (ashwaganda), hydroksypropylometyloceluloza (otoczka kapsułki)

Together – ekstrakt z korzenia witani ospałej zawierający 5% witanolidów, hydroksypropylmetyloceluloza (otoczka kapsułki)

Tabletki – z tabletkami, i to nie tylko ashwagandhy, ogólnie jest dramat. Dwutlenek tytanu, sole magnezowe kwasów tłuszczowych, wodorofosforan wapnia, fosforan widapniowy, dekstryna i wiele, wiele innych. Te substancje zostały oczywiście dopuszczone przez różne instytucje do stosowania w suplementach i mają status „bezpiecznych”. Problem polega na tym, że niektóre z nich mogą mieć negatywny wpływ na przyswajalność produktu, a jeśli „pokopiemy” głębiej, możemy nawet natrafić na informacje o bardzo szkodliwym wpływie na zdrowie. Bez względu na to co mówią instytucje, ja po prostu nie wierzę w to, że tabletka z takimi substancjami jest bezpieczna i dlatego unikam jak glutenu. Ale Ty wyrób sobie własne zdanie, bo ja ekspertem nie jestem. Osoba z naukowym podejściem pewnie by mnie wyśmiała, jak pewna farmaceutka, której zwróciłam uwagę na to, że poleca mi produkt z długą listą chemicznych dodatków. 😉

Krople/w płynie – bardzo fajna opcja, bo krople łatwiej wymieszać z wodą niż proszek i łatwiej przełknąć niż twarde tabletki.

Nature’s Answer – bez alkoholu, bez glutenu

MyVita – glicerol roślinny, alkohol etylowy, ashwagandha korzeń, woda oczyszczona
(Napisałam do producenta z pytaniem, czy ten produkt jest wolny od śladowych ilości glutenu, ale nie otrzymałam odpowiedzi.)

Standaryzowane ekstrakty – jeśli zależy Ci na konkretnej zawartości witanolidów, czyli związków aktywnych, dzięki którym ashwagandha stała się popularna na całym świecie, wybierz produkt standaryzowany. Niestety takie ekstrakty są zwykle dostępne w postaci tabletek z różnymi wypełniaczami i barwnikami. Trzeba więc podjąć decyzję – czy chcemy produkt jak najbardziej naturalny czy też wolimy mieć pewność, co do ilości substancji aktywnej w nim zawartej. Ja zrobiłam sobie eksperyment i po prostu sprawdziłam, jak działa na mnie sproszkowany korzeń a jak standaryzowany ekstrakt. O wiele lepszy efekt uzyskałam stosując proszek.

Viridian – ekologiczny ekstrakt z korzenia witani ospałej standaryzowany na 5% witanolidów, hydroksypropylmetyloceluloza (kapsułka)

Konkretne wskazówki na temat dawkowania znalazłam na stronie Pana Henryka Różańskiego, który pisze:

Skuteczne dawki ekstraktów suchych (1,5% witanolidów) wynoszą ok. 500 mg dziennie. Sproszkowany korzeń trzeba zażywać w dawce ok. 6-7 g dziennie, nalewkę/ekstrakt płynny 1:2 – 12 ml dziennie.

Ashwagandha a bezsenność – podsumowanie

Mnie pomaga i to bardzo. Ale ja nie cierpię na przewlekłą bezsenność – raczej okresowe problemy z zaśnięciem. Ashwagandha działa łagodnie, więc w ciężkiej postaci bezsenności może nie być aż tak skuteczna. Opakowanie ze sproszkowanym korzeniem stoi sobie w szafce i czeka na te gorsze dni (zupełnie jak oliwka magnezowa na ból brzucha w czasie miesiączki). Mam nadzieję, że za jakiś czas ashwagandha nie będzie mi już wcale potrzebna, bo wreszcie zorientuję się dlaczego mój organizm czasami wcale nie ma ochoty spać. Szukam przyczyny, a przecież brak witanolidów nią nie jest.